Emocjonujemy się decyzją nowego prezydenta Warszawy o Sylwestrze bez fajerwerków. A przecież wiele miast i miasteczek w Polsce dawno już zrezygnowało z sylwestrowej zabawy pod chmurką okraszonej hukiem. To znaczy zabawa pod chmurką jak najbardziej, ale fajerwerkowy huk – nie. Zwierzęta domowe przeżywają ten hałas z wielkim stresem i trudem. Nie ma najmniejszej potrzeby fundować im nocy strachu. Oczywiście przejście ze starego w nowy rok aż prosi o feerię świateł, ale wcale nie muszą to być fajerwerki.

Miasta rezygnujące z pokazów pirotechnicznych stwiają na pokazy laserowe. Są bezdźwięczne (chyba że towarzyszy im muzyka – ale to zupełnie inny dla psich czy kocich uszu rodzaj dźwięku niż gwałtowne wystrzały), przepiękne i inspirujące.

Zwierzęta nie lubią Sylwestra. Fajerwerkowy hałas sprawia, że wpadają w panikę, ulegają dezorientacji, mogą ze strachu dostać nawet zawału serca. Ludzie świętują, a psy i koty cierpią. Podawanie leków uspokajających na własną rękę zawsze jest ryzykowne. Jeśli więc właściciel czworonoga chce swojemu pupilowi pomóc przetrwać sylwestrowy czas, częsta staje przed koniecznością wizyty u weterynarza. Zwierzaki, które w fajerwerkowym huku zerwą się ze smyczy albo w panice uciekną z domu, mogą wpaść pod auto albo oddalić się od domu na taką odległość, która uniemożliwi im powrót.

W miastach, w których mimo wszystko uporczywie trzymamy się tradycji sztucznych ogni, na początku każdego roku wiele zwierzaków trafia do schronisk. Właściciele oczywiście będą ich szukać – i znajdą, ale dla obu stron jest to ogromny stres. Ogromny i zbędny.

Za kilka dni pożegnamy stary rok. Zorientujmy się zawczasu czy w naszym mieście będą pokazy fajerwerków. Jeśli tak, zróbmy wszystko, żeby nasz pies czy kot nie został w tym czasie sam w domu, żeby nie cierpiał niepotrzebnie. I starajmy się nakłonić włodarzy miasta (petycja obywatelska?), żeby w kolejnym roku już nie strzelać. Sylwester bez fajerwerków to ukłon w stronę naszych braci mniejszych i świadczy o naszym człowieczeństwie jak najlepiej.