Kiedy byłam mała, na ludzi, którzy uprawiali warzywa, owoce czy kwiaty w szklarniach mówiło się pogardliwie „badylarze”. Nie do przyjęcia wydawało się słusznie minionej władzy i zwykłym zjadaczom chleba, że są wśród nas przedsiębiorcy, którzy lekce sobie ważą wytyczne gospodarki socjalistycznej i na własną rękę bratają się z inną, równie obmierzłą grupą rodaków. Z kim? Z prywaciarzami.

Nowalijki pod folią

Choć wszyscy nałogowo zaopatrywali się w prywatnych sklepach albo biegali po nowalijki na targ, nikomu nie przychodziło do głowy, żeby te niemądre słowa przerzuć, wypluć i nazywać rzecz jakoś inaczej.

Przypomina mi się to wszystko właśnie teraz, bo obserwuję boom na tunele foliowe, w których moi proekologiczni znajomi chętnie uprawiają sałatę, pomidory czy ogórki. Tym najmłodszym nawet nie przychodzi do głowy, że ich działalność mogłaby kiedyś zostać uznaną za niemal wywrotową i wrogą ustrojowi! Chociaż, kto wie? Dziś, gdy ekologów, cyklistów i biegaczy odsądza się od czci i wiary, może to właśnie młódź uprawiająca nowalijki pod  folią jest znów na indeksie…?

tunel foliowy

Nowoczesne tunele foliowe

W każdym razie, kto tylko ma kawałek ogródka albo działki, ochoczo nabywa tunel foliowy i zabawia się w młodego rolnika. Nowoczesne tunele foliowe, lekkie, wytrzymałe i bardzo łatwe w samodzielnym montażu, wyglądem nie przypominają już tradycyjnych szklarni. Można je złożyć a potem zdemontować jak namiot i przenieść w dowolne miejsce. Mają duże okna i drzwi, są doskonale przymocowane do ram konstrukcyjnych i do ziemi. Są wręcz idealne dla mieszczuchów, którzy marzą o własnych, niesypanych nowalijkach.

tunele foliowe

Badylarze i cinkciarze

Jeśli wydaje wam się, że i ja ulegnę tej modzie, jesteście w błędzie. Jestem za leniwa, żeby dbać o sadzonki, podlewać je, pielić, organizować im odpowiednią ilość światła czy powietrza. Ale cieszę się, że znajomi się zmotywowali. I nie będę oponować, kiedy zaproszą mnie na degustację. Jako posunięta w latach starsza pani, pamiętająca zamierzchłe czasy badylarzy, prywaciarzy i cinkciarzy (o tych ostatnich kiedy indziej…), opowiem im o moim koledze ze szkoły, którego rodzice mieli szklarnie z kwiatami pod miastem. Żyło im się wtedy jak w niebie…

szklarnia