Spisujecie już? Lista gotowa? Jak co rok o tej samej porze włącza nam się potrzeba przeorganizowania życia – najlepiej by było, żeby w cudowny sposób dało się dokonać wielu zmian równocześnie. Równocześnie i bezboleśnie. Tymczasem życie uczy nas, że jest to niewykonalne. Żadna magiczna przełomowa data nie sprawi, że noworoczne postanowienia uda się wdrożyć ot, tak. Każda zmiana wymaga samozaparcia i efektywnego planowania.

Bo też i plany noworoczne lepiej traktować w kategoriach dobrze przemyślanej strategii działania, a nie marzeń, które „się spełniają”. Się samo nie dziej nic. Każda zmiana pociąga za sobą rezygnację z czegoś na rzecz czegoś innego. Warto więc już na wejściu ustalić z samym sobą czy jesteśmy gotowi na zmianę. Bo, wyobraźcie sobie, że planujecie zaniechać nałogowej konsumpcji słodyczy. Nie ma ku temu żadnych twardych przesłanek: nie jesteście otyli, zdrowie wam dopisuje. Ale „wypadałoby” przestać jeść słodkie. Dlaczego? Bo tak. Kiepska to motywacja do zmiany…

Samo wywieszenie listy planowanych zmian na lodówce i przypięcie jej nawet najzabawniejszym magnesem niewiele da. Trzeba wyznaczyć sobie cel i czas na jego realizację, a całe przedsięwzięcie podzielić na etapy. Nie od razu Kraków zbudowano… Każdy etap powinien kończyć się konkretnym osiągnięciem – mierzalnym, namacalnym. Należy podchodzić do realizacji planu z powagą, ale i elastycznością. Czasem warto zrobić krok w tył, by potem zrobić dwa w przód.

A czy zdarza wam się czynić staroroczne podsumowania? Sprawdzać czy i co udało wam się osiągnąć? A może wasza aktywność sprowadza się do wiecznego planowania? Nie warto wiecznie planować… Jeśli nie jesteście w stanie wyjść poza etap samego myślenia o zmianie, trzeba nad sobą popracować. Możliwe, że potrzebna będzie współpraca z psychologiem albo coachem.

Podobno jedyna pewna rzecz w życiu to zmiana. Możecie poddać się zmianom, albo stać ich motorem. Decyzja należy do was. Przed wami, przed nami, cały okrągły nowiutki i świeżutki rok. Planujcie z rozmachem ale i z głową!