Wiosna nadciąga wielkimi krokami. Marzymy o zrzuceniu kurtek i ciepłych butów. Ze sklepów powoli znikają kozaki i na półkach pojawiają baleriny, szpilki, mokasyny. Ale czy wiosna musi oznaczać nagły przeskok z wygodnych trzewików na niebotyczne szpilki? Ja wolę obuwie sportowe, chociaż jakieś dyżurne szpilki w szafie mam. Na szczęście nie muszę w nich paradować co dnia w ramach jakiegoś radosnego dress code’u. Mogę sobie na co dzień biegać w trampkach, tenisówkach, klapkach. Kiedy mizerny wzrost mój zaczyna mnie wkurzać, sięgam po sneakersy – zawsze kilka centymetrów więcej, a chodzić się da.

  1. Trampki

converse trampki

Nie muszą to być od razu Conversy, ale muszą być równie wygodne. Staram się nie kupować trampek przez Internet – żeby wybrać naprawdę wygodne muszę je zmierzyć i chwilę w nich pochodzić. Nie ma nic gorszego, niż za wąskie noski, które ściskają palce powodując nie tylko ból stóp, ale i kręgosłupa. Noski oblane grubą gumą nie mają szans dostosować się do kształtu stopy, więc wóz albo przewóz – wkładam i od razu wiem, że są dobre albo rezygnuję.

2. Sneakersy

modne sneakersy

Jeśli są dobrze wyprofilowane i nie za wysokie, można w nich przechodzić cały dzień. Ważne, żeby platforma pod palcami niwelowała wysokość obcasa. W takich butach doskonale się prowadzi samochód, a łydka męczy się minimalnie. Na cieplejsze dni najlepsze są sneakersy tekstylne – najlepiej wariacja pod tytułem trampki na obcasie.

3. Tenisówki typu slip on

tenisówki na grubej podeszwie

Głębokie, wygodne, na grubszej podeszwie. Można je założyć i zdjąć jednym ruchem. Idealne rozwiązanie, kiedy się śmiga za dziećmi i trzeba być gotowym do wyjścia w dwadzieścia sekund. Podeszwa i gumowa oblewka mogą być naprawdę grube, ale ja preferuję buty środka – w tych najgrubszych i najcięższych po prostu nie umiem się poruszać. Co ważne, takie buty można zakładać na gołą stopę, bo mają tekstylną wyściółkę i nie obcierają. Przy szczelnie sznurowanych trampkach sprawa nie jest już tak oczywista.