Ciekawski George Robiłam niedawno porządki w dziecięcych pokojach. Czego tam nie było! Najwięcej oczywiście zdekompletowanych układanek i gier, zarysowanych notesów i zeszytów oraz starych książek. U młodej znalazłam nawet zachomikowane tekturowe książeczki.  Kochamy, zawsze kochaliśmy bajki dla dzieci, a Ciekawski George to była nasza ulubiona. No i rzuciło się Młodej na mózg – przetrzymuje George’a do dzisiaj. Wśród obrazkowych cudeniek znalazłam opowieści o ciekawskiej małpce i jej przyjaciołach.

Nie pamięta wół, jak cielęciem był

Wyjęłam, zasiadłam na kanapie, wołam Młodą. Ale obciach! Wioska na maksa: też se wymyśliłam! Przecież to nie jej. Ktoś musiał jej podłożyć. Duch Święty. Mikołaj. Domokrążca. Ale widzę, że się Młoda łamie i rączkę wyciąga – chciałaby raz jeszcze poczuć pod palcami ukochaną bajeczkę. Tyle wieczorów spędziłyśmy zaczytując się Georgem… Wzięła. Popatrzyła, pogłaskała i… poszła do pokoju. I co się okazało? Młoda ma zachomikowane także kasety VHS z bajeczkami o małpeczce. Nic to, że włożyć ich już w nijaki odtwarzacz nie sposób – Młoda ma, Młoda nie odda, wnukom swoim pokaże. Wzruszyłam się, naprawdę. Stary koń (stara konina?), a pamięta…

A u Młodego…

…Ciekawski George na płytach kompaktowych. No, tego to bym się po swoim syneczku nie spodziewała. Prędzej jakichś gier komputerowych ukrytych w okładkach po Kubusiu Puchatku. Ale on też łyknął bakcyla, znaczy: George’a łyknął. Cóż ta małpeczka ma w sobie, że ją tak dziatwa kocha? Och, pamiętam nasze długie zimowe wieczory, kiedy młoda Młoda i młody Młody zalegali na dywanie w piżamkach i wpatrywali się w Ciekawskiego George’a i Pana w Żółtym Kapeluszu jak zahipnotyzowani. A potem, przed snem, żądali czytania kartonowych książeczek o małpiszonie. To były czasy… I pamiętają! Czyli jednak te nasze domowe rytuały miały sens. Fajne dzieci nam porosły! Czasem zachowują się jak małpy, ale… no, cóż – taki mieli wzór. W razie czego nie do mnie ze skargami, tylko do Ciekawskiego  Geogre’a.