Stawy, podobnie jak zęby, ulegają zniszczeniu choćbyśmy nie wiem jak o nie dbali. Po prostu czas działa na ich niekorzyść. Nie oznacza to jednak, że możemy sobie odpuścić profilaktykę i czekać aż nasze zużycie techniczne sięgnie zenitu. Przeciwnie: właśnie dlatego, że i tak się… psujemy, warto wdrożyć jak najwcześniej działania profilaktyczne.

Stawy to dokonała ilustracja porzekadła, że organ nieużywany zanika. Substancja maziowa powlekająca kaletki wysycha i stawy zaczynają, jak mówimy, skrzypieć. Bolą, stawiają opór, uniemożliwiają nam wykonywanie nie tylko tanecznych ruchów, ale w ogóle podejmowanie jakiejkolwiek aktywności.

Co zrobić, żeby stawy jak najdłużej

były sprawne?

  1. Aktywność fizyczna to podstawa – stawy muszą się ruszać, żeby… mogły się ruszać. To trochę tak jak z samochodem: postaw go na parkingu na pół roku, a potem spróbuj uruchomić. Niby coś tam zarzęzi…
  2. Kiedy tylko możesz, rezygnuj z samochodu na rzecz spaceru.
  3. Nie unikaj schodów – windą do nieba zdążysz jeszcze dojechać, teraz powoli pnij się w górę.
  4. Noś wygodne buty: zmieniaj wysokość obcasa.
  5. Kiedy doznasz urazu, nie zwlekaj z rehabilitacją. Kiedy boli – wmasuj dobry żel na stawy.

Osoby cierpiące na bóle stawowe często jako przyczynę unikania leków na stawy podają ich niekorzystne działania uboczne, przede wszystkim szkodliwy wpływ na żołądek. Ale przecież na rynku dostępne są nie tylko tabletki. Doskonałym rozwiązaniem jest żel na stawy, który działa wyłącznie miejscowo. Żel doskonale się wchłania i działa przeciwbólowo oraz przeciwobrzękowo.

Przede wszystkim jednak musimy żyć ze świadomością, że bóle stawów czekają nas wszystkich prędzej czy później. Oczywiście lepiej, kiedy później, jednak na to trzeba sobie zapracować trybem życia.

Ból stawów może też pojawić się jako objaw w przebiegu chorób takich jak infekcje grypopodobne czy schorzenia autoagresywne. Wtedy jego leczenie związane jest z leczeniem choroby źródłowej – nie jest procesem izolowanym. Warto więc dbać o zdrowie nie tylko patrząc na swój organizm jako na sumę organów i układów, które mogą się zepsuć, ale jako na całość, która wymaga holistycznego podejścia.